ROZDZIAŁ 1
W pokoju była również Ginny, płomiennowłosa latorośl rodziny Weasley'ów.
- Cześć Mionka. Wyspana?
- Jak nigdy. - odparła posępnie.
Zwlekła się z łóżka i skierowała w stronę łazienki, żeby wziąć szybki prysznic. Spojrzała w lustro. Jej oczom ukazała się burza kasztanowych włosów, duże, brązowe oczy z lekkimi worami pod sobą, mały nos oraz kształtne usta, lekko wygięte w dół. Spojrzała na siebie krytycznie. "Ogarnij się" - pomyślała. Po dwudziestu minutach była już gotowa.
Zeszła na dół i od razu poczuła zapach pysznego śniadania. Kiedy weszła do kuchni, powitały ją ciepłe uśmiechy rodziny rudzielców oraz Harry'ego Pottera.
- Siadaj szybko, bo się nie załapiesz na tego pysznego tosta Pani Prefekt Naczelna. - rzekł Ron i puścił jej oczko.
Zaczerwieniła się lekko, czym powodem była wzmianka o "Pani Prefekt". Kilka dni wcześniej sowa przyniosła jej odznakę z krótkim dopiskiem od Profesor McGonagall z gratulacjami i paroma wytycznymi dotyczącymi pełnienia ów funkcji w szkole. Była dumna, ale jednocześnie przejęta tym stanowiskiem. Postanowiła jednak na razie odsunąć od siebie te myśli.
Posłuchała więc rady Rona i czym prędzej wzięła się za jedzenie. Była bardzo podekscytowana dzisiejszym dniem. Achh.. Hogwart. Tak bardzo tęskniła za szkołą. Brakowało jej nauki, podręczników, nauczycieli, a zwłaszcza ludzi. Z radością czekała na to, żeby ujrzeć starych przyjaciół. Ze smutkiem przypomniała sobie jednak, że wielu z tych twarzy już nidy nie będzie dane jej zobaczyć.
- Ron, jestem taka szczęśliwa, że jednak zdecydowałeś się ukończyć szkołę! Wiem, że od jutra mógłbyś zacząć pracę w Ministerstwie na stanowisku aurora, ale jednak edukacja jest czymś ważnym. Cieszę się, że mam takiego ambitnego syna. - powiedziała Molly i pogłaskała syna po głowie.
- Mamo, jeszcze mam czas, żeby się rozmyślić. - Ron rzucił okiem na magiczny zegar wiszący w kuchni. - Wcale nie uśmiecha mi się znowu latanie po korytarzach szukając odpowiednich sal, siedzenie do późna, żeby odrobić zadanie z eliksirów, albo poranne wstawanie. - odparł i ciężko westchnął.
- Ależ Ron! - oburzyła się Hermiona - Rozmawialiśmy na ten temat tyle razy. Powtarzam: nie ma takiej opcji, że nie wracacie z Harrym do Hogwartu, aby ukończyć siódmą klasę. Prawda Harry?
Czarnowłosy chłopak, który jak dotąd siedział cicho, posłał jej niepewne spojrzenie.
- Emm.. Szczerze mówiąc, zgadzam się z Ronem. - Hermiona spiorunowała go wzrokiem. - Ale oczywiście, że wracamy.
- No ja myślę. - odparła lekko naburmuszona Hermiona.
- Nie denerwuj się Hermiono. - Ginny posłała jej ciepły uśmiech. - Harry nie mógłby odmówić sobie ostatniego w swoim życiu sezonu qudditcha w Hogwarcie.
Harry uśmiechnął się do niej łobuzersko.
- Czy to oznacza, że odstępujesz mi stanowisko szukającego?
- TEGO NIE POWIEDZIAŁAM! - krzyknęła Ginny lekko się rumieniąc. Zaczeli się spierać na temat tego, kto lata lepiej na miotle, a reszta towarzystwa wróciła do jedzenia i z rozbawieniem słuchała ich przekomażanek.
Po jedzeniu Artur Weasley powiedział im, żeby się pośpieszyli, bo nie zdążą na pociąg. Ron, Harry, Hermiona i Ginny poszli na górę po swoje kufry.
***
Nie chciał tam wracać.
Próbował wszystkiego, żeby przekonać matkę, że nie chce iść do siódmej klasy Hogwartu. Odkąd w szóstej klasie ciotka Lestrange wraz z kilkoma innymi Śmierciożercami zabrała go z Hogwaru, nie przekroczył murów szkoły. Pojawił się w niej tylko podczas Bitwy, by jawnie walczyć po stronie Lorda Voldemorta. Od tego czasu minęło niemal półtora roku.
Jednak ta nie ulegała.
Po zamknięciu Lucjusza w Azkabanie stała się jeszcze bardziej surowa. Zamknęła się w sobie prawie całkowicie. Tylko synowi okazywała jeszcze jakieś uczucia.
- Draco, posłuchaj. - powiedziała, kiedy pewnego wieczora po raz kolejny próbował ją ubłagać, by pozwoliła mu zrezygnować z Hogwartu. - Opuściłeś kawałek szóstej klasy i całą siódmą. Wiem, że nie chcesz tam wracać. Wiem, że boisz się ludzi i tego jaki będzie ich stosunek wobec ciebie. Ale zrozum, że jako matka, chcę zapewnić Ci przyszłość. A uwierz mi, że świadectwo ukończenia nauki może być w tym bardzo pomocne. - posłała mu krytyczne spojrzenie. - Mi też jest ciężko. Myślisz, że uśmiecha mi się zostanie tu samej, kiedy Ty będziesz w Hogwarcie przez dziesięć miesięcy, a Lucjusz.. A Lucjusz.. - nie dokończyła. Odetchnęła głeboko, by opanować natłok emocji. - Jedziesz do Hogwartu i tyle.
Nic nie powiedział. Nie okazał uczuć. Nałożył maskę obojętności. Nie sprawiło mu to najmniejszej trudności. W końcu praktykował tę taktykę przez połowę swojego życia. Owszem, ostatnio stał się jeszcze chłodniejszy i zamknięty w sobie, podobnie jak matka, ale on nie okazywał uczuć nawet wobec niej.
- A, no i pamiętaj, że przecież dostałeś odznakę Prefekta Naczelnego. - powiedziała Narcyza tym razem już łagodniejszym i cieplejszym tonem. - To zobowiązuje kochanie. Poza tym, Blaise też tam będzie. - uśmiechnęła się leciutko.
Słowa o odznace nie dodały Draco otuchy. Wręcz przeciwnie. Wcale nie prosił się o zostanie jakimś głupim prefektem. Odznaka przyszła kilka dni po tym, jak Narcyza ogłosiła dyrektorce Hogwaru, że Draco wraca na siódmy rok.
Jedynym pocieszeniem okazała się wzmianka o Blaisie Zabinim. To jedyna osoba, którą blondyn uważał za przyjaciela. Co prawda ich relacja nie była w pełni normalna. Nie wyglądała tak, jak powinna wyglądać męska przyjaźń w wieku 18 lat. Ale mimo wszystko była. I znaczyła dla Draco więcej, niż on sam potrafiłby przyznać.
1 września Draco Malfoy wstał rano, wypił kawę, zjadł szybkie śniadanie i nawet nie żegnając się z matką, teleportował się na stację King's Cross.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto i jest! Pierwszy rozdział mojego pierwszego bloga.
Mam nadzieję, że zobaczy to choć jedna osoba.
Z góry przepraszam za ewentualne błędy. Jestem otwarta na wszelką krytykę i korektę błędów, które z pewnością się tu wkradły.
Cierpliwie czekam na jakiś odzew i zabieram się za pisanie następnego rozdziału.
Pozdrawiam,
Zaczytanna

Komentarze
Prześlij komentarz