Przejdź do głównej zawartości
ROZDZIAŁ 2


    Artur, Molly, Ron, Hermiona, Ginny oraz Harry szli w kierunku barierki prowadzącej na Peron 9 i 3/4. Niosąc te wszystkie kufry i klatkę z Krzywołapem, zwracali na siebie uwagę mugoli. 
   Harry i Ron udając, że chcą się oprzeć o barierkę, zniknęli za nią. Następnie Hermiona z Ginny weszły w nią szybkim krokiem, a za nimi Artur wraz z żoną.
   Oczom Hermiony ukazał się tłum czarodziei w magicznych szatach. Całe rodziny, grupki przyjaciół, pojedyncze jednostki. Jej twarz rozpromienił uśmiech. Tyle znajomych twarzy, znajomych sylwetek.
- Patrz, kto idzie! - krzyknęła do niej Ginny. 
   W ich stronę biegła długowłosa, szczupła blondynka średniego wzrostu. Na jej twarzy gościł nieśmiały uśmiech, gdy szła do nich szybkim krokiem. Na nosie miała fikuśne okulary, założone, jak zdawało się Hermionie, do góry nogami. Za nimi migotały duże, błękitne oczy. Wyglądała po stokroć lepiej niż wtedy, gdy dziewczyny widziały ją po raz ostatni, podczas Bitwy.
- Hermiona, Ginny! - pisnęła i rzuciła im się w objęcia. 
- Dobrze cię widzieć Luna. - rzekła radośnie Ginny. - Jak się miewasz?
- Świetnie! Wraz z tatą spędziliśmy wakacje u mojej ciotki. Tam wróciłam do zdrowia fizycznego.. i psychicznego też - zachichotała.
   Przy nich pojawili się Harry i Ron w towarzystwie Neville'a Longbottoma, Deana Thomasa oraz Seamusa Finnigana.
- Cześć chłopcy. To cudowne, że postanowiliście skończyć siódmą klasę. - Hermiona ucieszyła się na ich widok i uściskała każdego z osobna.
- Babcia mnie zmusiła. - odparł posępnie Neville, ale szybko się rozpromienił, gdy uzyskał przytulasa od obu dziewcząt. 
- Nie mogliśmy odpuścić sobie okazji bycia w towarzystwie słynnego Harry'ego Pottera. Wszystkie dziewczęta w Hogwarcie są nasze. Wystarczy, że od czasu do czasu trochę się przy nim pokręcimy. - rzekł żartobliwie Dean i jak na potwierdzenie jego słów, ujrzeli z daleka bliźniaczki Patil machające do nich kokieteryjnie. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Harry lekko speszył się wzmianką o jego osobie.
- Hej, nie Harry jeden zbawił świat! - oburzył się Ron. - Mnie też należą się jakieś Gryfonki, Krukonki i Puchonki.
- Oj zamknij się Ron, bo zaraz będę musiała ukarać cię za niestosowne komentarze. - zganiła go Hermiona ironicznie.
- Przepraszam Pani Prefekt Naczelna, to już się więcej nie powtórzy. Przynajmniej w pani towarzystwie - dodał ciszej, ale i tak każdy to usłyszał, co wywołało kolejną salwę śmiechu.
- Więc Mionka została nową Prefekt Naczelną Gryffindoru! - powiedział Seamus radośnie.
- Cóż, na to wygląda. Dostałam ją jakiś tydzień temu - odparła brązowowłosa dziewczyna wskazując na swoją pierś, na której widniała odznaka Prefekta Naczelnego.
   Towarzystwo pogratulowało Hermionie, a potem wszyscy rozeszli się, by pożegnać się z rodzinami, albo wejść już do Ekspersu Hogwart. Do Hermiony, Rona, Ginny i Harry'ego podeszli państwo Weasley, którzy wcześniej rozmawiali z rodzicami Dennisa Creevey, młodszego brata Colina, który zginął w Bitwie o Hogwart. Hermionę przeszedł dreszcz, gdy zobaczyła Dennisa. Był bardzo podobny do starszego brata. Zrobiło jej się żal chłopca. Z pewnością bardzo przeżył śmierć Colina. Z wyrazu twarzy Harry'ego odczytała, że myślał podobnie.
- No kochaneczki, chyba czas się żegnać. - powiedziała smutno Molly.
- Pani Weasley, jak miewa się rodzina Creevey'ów? - zapytała nieśmiało Hermiona.
- Cóż... Radzą sobie. Dennis jest nadal nieco przygaszony, ale cieszy się z powrotu do Hogwartu. Z pewnością będzie mu tam brakować brata, ale poradzi sobie Hermiono, nie martw się. - odparła Molly i przytuliła ją mocno. - Sprawuj się dobrze na swoim nowym stanowisku i ucz się pilnie jak zawsze.
- Oczywiście proszę pani.
   Następnie Molly uściskała Harry'ego. W jej oczach pojawiły się łzy.
- No kochaneczku, pamiętaj, że jesteś dla mnie jak syn. - Harry zaczerwienił się lekko. - Ucz się pilnie, nie szukaj kłopotów.
- Ja nie szukam kłopotów pani Weasley. To one znajdują mnie. - odparł z uśmiechem Harry.
   Molly objęła swoje dzieci.
- Ron, pilnuj siostry. Ginny, pilnuj brata i swojego chłopca.
- Mamoo... - Twarz dziewczyny oblał rumieniec na wspomnienie "swojego chłopca". Wszyscy doskonale wiedzieli, że mowa tu o Harrym. Ci dwoje byli razem, ale nadal czuli się zakłopotani, gdy mówiło się o tym głośno. Hermiona uważała, że to urocze.
- Po prostu bądźcie grzeczni i uczcie się pilnie.
   Uściskała wszystkich raz jeszcze. Artur również objął każdego z nich, ale ograniczył się tylko do paru słów:
- Połamania nóg kochani!
   Następnie wraz z żoną opuścili peron, a czwórka młodych przyjaciół udała się do pociągu, by zająć jakiś przedział.



***


   Wszedłszy na peron 9 i 3/4 rozejrzał się wokół. Przeraził go nieco ten tłum. Dawno nie pokazywał się publicznie, a jeśli już wychodził z domu, to na głowę zawsze zarzucał kaptur tak, by zakrywał jego twarz.
   Szybko odnalazł wzrokiem przedstawicieli Domu Węża i skierował się w tamtą stronę. Nie miał zamiaru z nikim rozmawiać, po prostu chciał znaleźć się tam, gdzie jego miejsce.
   Jego oczom ukazała się Pansy Parkinson. Widok jej osoby zdziwił go. Po co wracała do Hogwartu, skoro ukończyła siódmą klasę, kiedy Hogwart był pod kontrolą Voldemorta?
- Cześć Draco! - pisnęła i podbiegła do niego chcąc go objąć. Draco jednak odsunął się, jasno dając jej do zrozumienia, żeby nie naruszała jego przestrzeni osobistej. Pansy poczuła się lekko urażona, ale starała się to ukryć, przywołując na twarz promienny uśmiech. - Dobrze cię widzieć.
- Co tu robisz? - rzucił szorstko blondyn. - Przecież skończyłaś siódmą klasę.
- Ach, tak, ale moje matka uważa, że moje wyniki nie były zadowalające, więc korzystając z okazji, mam powtórzyć klasę. Nie cieszy cię mój widok i wizja jeszcze jednego wspólnego roku? - zapytała trzepocząc rzęsami i uśmiechając się zalotnie.
   Ten widok zniesmaczył Draco. Mimo wszelkim opiniom, że jakoby miał się ku czarnowłosej Ślizgonki, jego stosunek do niej był chłodny. Nigdy nie widział w niej nic atrakcyjnego, a fakt, jak bardzo starała się zyskać jego względy, odrażał go.
   Na jego szczęście, pojawił się Blaise, ratując go przed odpowiedzią na pytanie, która z pewnością uraziłaby Pansy i jej ego.
- Witaj Smoku. - rzedł ciemnoskóry chłopak i podał rękę przyjacielowi.
- Kopę lat. - odparł Draco i uścisnął mu dłoń. Zabini przyciągnął go i poklepał po plecach.
- Blaise, dlaczego wracasz do szkoły? - zapytała Pansy zaskoczona. - Przecież razem ukończyliśmy siódmy rok. Miałeś dobre wyniki.
- Po prostu nie mogę zostawić mojego małego smoczusia samego w szkole. Kto by się nim opiekował, jak nie ja? - odparł Blaise zatroskanym, ale sarkastycznym tonem, robiąc dziubek do blondyna. - Ty mój malusi Prefekciku Naczelny.
- Zamknij się Zabini. - warknął Draco. Brakowało mu poczucia humoru czarnowłosego chłopaka. Tak naprawdę lubił, gdy ten się z nim droczył, ale nigdy nie przyznałby tego publicznie. - Chyba, że chcesz, żebym rzucił na ciebie jakąś paskudną klątwę, taką, żeby własna matka cię nie poznała.
- Ależ Draco! - oburzył się Blaise sztucznie przejętym tonem. - Prefektowi Naczelnemu nie wypada atakować własnych podopiecznych!
   Draco dał mu kuksańca w żebra, nieco mocniejszego niż Zabini się spodziewał.
- Więc, teraz ty jesteś Prefektem Naczelnym, Draco? - usłyszeli znajomy głos.
   Za nimi pojawiła się Dafne Greengrass. Blondwłosa, wysoka i szczupła przedstawicielka Slytherinu. Uśmiechała się ciepło.
- Owszem. - odparł Draco i dał się objąć na przywitanie, gdy Dafne do nich podeszła, co Pansy przyjęła pogardliwym prychnięciem. - Wszystko u ciebie w porządku? - zapytał Malfoy, ignorując irytację Pansy. Zawsze lubił Dafne. Była inteligentna i reprezentowała sobą jakiś poziom.
- Tak, w jak najlepszym. Wracam do Hogwartu na prośbę Astorii. Nie chciała wracać sama po ostatnich zdarzeniach. - mówiąc to kiwnęła głową w stronę swojej młodszej siostry. Astoria zauważyła to i zamachała im przyjaźnie. Odpowiedzieli na ten gest skinięciem głów. - A u ciebie Draco, wszystko okay? - zapytała Dafne z troską w oczach.
   Malfoya uderzyło to pytanie. Takie zwykłe i tak niezwykłe jednocześnie. Już dawno nie musiał na nie odpowiadać. Mimo poczucia chłodu w brzuchu, narzucił na twarz swój sarkastyczny uśmieszek.
- Wszystko u mnie okay. 
   To kłamstwo wyczuł tylko Blaise, ale postanowił go nie komentować.
   Dafne i Pansy pożegnały się i oddaliły w stronę innych koleżanek z domu. Zabini przeszył przyjaciela spojrzeniem. Szukał czegoś w jego twarzy. Sam nie wiedział czego. Uczuć?
   Dawno nie widział się z Malfoyem, ale wiedział doskonale jaki jest. Skryty pod maską obojętności. Surowy. Chłodny. Był taki zawsze, ale odkąd Draco został Śmierciożercą, jeszcze ciężej było dostrzec w nim jakieś ludzkie odruchy. Coraz mniej rozmawiał z rówieśnikami. Był tajemniczy i zamknięty w sobie. Wobec innych był szorstki, zimny i sarkastyczny. Już dawno przestał się zgrywać przy dziewczynach lub innych kolegach. Dojrzał, stał się poważny. Zbyt poważny na swój wiek.
   Jedynie Blaise potrafił dostrzec choć część tego, co skrywał pod maską drania. Martwił się. O ojca i matkę. Bał się. O siebie i swoją przyszłość. Obawiał się reakcji ludzi na jego pojawienie się w szkole. Przecież jest byłym Śmierciożercą. Wszyscy o tym wiedzą. Jako jedyny Ślizgon przyjął znak Czarnego Pana, gdy ten wracał do pełni sił i próbował zabić Pottera. Miał zaledwie 16 lat.
  Blaise wcale nie żartował, gdy mówił Pansy, że przyjechał, by troszczyć się o Draco. Wcale nie musiał wracać do Hogwartu. Ukończył szkołę i miał już zagwarantowaną posadę w Ministerstwie. Ale nie chciał go zostawiać. Postanowił, że mimo chłodu Malfoya i jego niechęci do wszystkich i wszystkiego, będzie starał się go wspierać.
- Powiedz mi, jakim cudem w ogóle tu jesteś? - zapytał cicho.
   Draco doskonale wiedział, o co mu chodzi. Westchnął cicho zanim odpowiedział.
- Ojciec wziął na siebie winę mojej matki, więc jest skazany na dożywocie. Na początku minister nie chciał się zgodzić na wsadzenie do Azkabanu tylko jego. Lucjusz argumentował swoją prośbę tym, że Narcyza musi wychować syna. Nie było łatwo, bo w końcu jestem już pełnoletni. Ale matka z ojcem mają dar przekonywania. Minister zgodził się uniewinnić mnie i matkę. Aczkolwiek za sporą opłatą. Dożywocie ojca plus 40tyś galeonów w ramach odszkodowania za wszelkie złe czyny. Nasz skarbiec nieco ucierpiał, ale damy sobie radę. Poza tym, matka jest w zawiasach. Jedno wykroczenie i ląduje w Azkabanie. Nie może opuścić kraju do końca życia, a ja przez następne 5 lat.
- Cholera. - tylko tyle był w stanie wydusić z siebie czarnoskóry chłopak.
- Matka jest w rozsypce. Płacze w nocy, bo myśli, że wtedy nie słyszę. Nie może pogodzić się z faktem, że ojciec już nigdy nie wróci na wolność. Boję się , że zrobi jakieś głupstwo, by ją wpakowali do Azkabanu i żeby mogła być bliżej Lucjusza. Wtedy zostanę kompletnie sam. - Draco zamilkł i wlepił spojrzenie w podłogę.
   Obaj chłopcy byli zaskoczeni wylewnym monologiem blondyna. To zdarza się bardzo rzadko. Blaise niesamowicie mu współczuł. Sam nie miał takich problemów. Jego rodzice uciekli z kraju i ukryli się. On ma za to czyste konto, ponieważ nie współpracował bezpośrednio ze sługami Voldemorta. W przeciwieństwie do Malfoya.
- Stary... uszy do góry. Damy sobie z tym radę. - powiedział Blaise i objął przyjaciela ramieniem, po czym ruszyli w stronę pociągu.
   Draco nic nie powiedział. Doceniał słowa Zabiniego. Dla niektórych mogły one wydawać się puste, ale on wiedział, że to co mówi jest szczere, i że Blaise jest tu z jego powodu . Żaden z nich nie przyznał tego na poważnie, ale obaj byli tego świadom.







~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No, jest drugi rozdział! Na razie notki są krótkie, wiem, ale mam nadzieję, że z czasem trochę się rozkręcę.
Z góry przepraszam za błędy. Czekam na jakiekolwiek opnie. 
Całusy,
Zaczytanna

Komentarze