Przejdź do głównej zawartości
ROZDZIAŁ 3


   Hermiona, wraz z przyjaciółmi, zajęła wolny przedział w wagonie. Była przeszczęśliwa na myśl, dokąd zmierzają. 
   Usiadła przy oknie. Obok niej pojawił się Ron, a na przeciwko Harry z Ginny, która lekko się do niego przytuliła. Zaczęli rozmawiać i żartować na różne tematy. Minuty mijały, krajobraz za oknem co rusz się zmieniał. Pogoda była ładna: świeciło słońce, a niebo było bezchmurne.
   Po jakimś czasie dołączyli do nich Neville z Luną. Postanowili zagrać w karty. Hermiona nie miała ochoty z nimi grać, więc wyciągnęła książkę, którą aktualnie czytała i zagłębiła się w jej treść.
   Przyszła starsza pani z wózkiem ze słodyczami. Każde z nich kupiło sobie coś na ząb. Neville zdecydował się na czekoladową żabę.
- O kurcze, Harry - powiedział zszokowany po chwili. Wszyscy spojrzeli w jego kierunku. W dłoni trzymał kolekcjonerską kartę, które zawsze dodawane były do czekoladowego zwierzęcia. Widniał na niej wizerunek Harry'ego.
- O stary! Nie sądziłem, że tak szybko zrobią nakład z twoją facjatą. - rzekł Ron i z szybkością geparda wyrwał Neville'owi kartę. 
   Nie zdążył jednak dokładnie się jej przyjrzeć, bo Harry natychmiast mu ją zabrał. Przeczytał na głos teks na niej zawarty. Z każdym kolejnym słowem, robił się nieco bledszy.


HARRY POTTER
Urodzony 31 lipca 1980 roku to wielka postać w świecie czarodziejów. Swoją sławę zawdzięcza pokonaniu dwukrotnie Lorda Voldemorta. Po raz pierwszy w wieku parunastu miesięcy, gdy Czarny Pan podjął próbę zabicia całej jego rodziny (1981), drugi zaś, w wieku siedemnastu lat, podczas Bitwy o Hogwart (1998). Potter, w wieku jedenastu lat dowiedział się, że jest czarodziejem. W Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, wraz z dwójką przyjaciół, trafił do Gryffindoru i dokonał niesłychanych rzeczy. Jego charakterystyczną cechą jest blizna na czole w kształcie błyskawicy, wywołana zaklęciem Voldemorta.

- DLACZEGO NIE ZAPYTALI MNIE O ZGODĘ NA UMIESZCZENIE MOJEGO WIZERUNKU NA TYCH CHOLERNYCH KARTACH?! - zagrzmiał wściekły teraz Harry. 
- "WRAZ Z DWÓJKĄ PRZYJACIÓŁ"?! - krzyknął oburzonym tonem Ron. - NIE ZASŁUGUJĘ NAWET NA UMIESZCZENIE MOJEGO NAZWISKA W TEJ TREŚCI?! JAKBYM BYŁ NIEISTOTNY I NIC NIEZNACZĄCY W HISTORII HARRY'EGO! - założył ręce na piersi i prychnął obrażony.
   Hermiona zaśmiała się na głos.
- Ach, chłopcy - posłała im spojrzenie pełne politowania. - Po pierwsze, Harry: twórcy kart nie musieli prosić cię o zgodę na umieszczenie twojego wizerunku na nich. Czytałam kiedyś, że mogą bez skrupułów rzucać nazwiskami i twarzami czarodziejów na wszystkie strony i nie poniosą za to żadnych konsekwencji prawnych o ile opis osoby jest zgodny z prawdą. Po drugie, Ron: uspokój się. Jesteś istotny. Myślę nawet, że na tyle, by być na osobnej karcie, ze swoim nazwiskiem. 
   Ron spojrzał na nią wielkimi oczami.
- Serio?! Muszę natychmiast wykupić wszystkie czekoladowe żaby z tego cholernego wózka i przekonać się, czy świat mnie zapamiętał.
   I już miał wybiec z przedziału, ale drogę zagrodziła mu Luna.
- Spokojnie, mamy na to cały rok. - powiedziała i pociągnęła go w stronę siedzenia. Ron westchnął ciężko i opadł na kanapę obok Hermiony. - Przy najbliższym wypadzie do Hogsmeade wykupimy cały sklep tych słodkich płazów. Jak ci się podoba myśl posiadania własnej karty Hermiono?
- Cóż... - kasztanowłosa lekko się zawahała. - To dość dziwne, ale nie będę przecież narzekać.
- Oby nie wybrali jakiegoś beznadziejnego zdjęcia - rzekła Ginny posyłając im szeroki uśmiech.
- Przecież Hermiona ma tylko takie - stwierdził Ron. 
   Wszyscy skwitowali to śmiechem, a Hermiona rzuciła niewyraźne "Wal się, Ron" zagłuszone rechotaniem innych jak i jej samej.
   Gdy wszyscy już przyjrzeli się karcie z nazwiskiem Harry'ego, zjedli resztki słodyczy i powrócili do zabawy. Tym razem wybrali grę w gargulki.
   Hermiona spojrzała na zegarek. Zbliżała się trzynasta. Przypomniała sobie o karteczce dołączonej do odznaki prefekta naczelnego przysłanej przez profesor McGonagall. Głosiła ona, że 1 września około godziny trzynastej, jej obowiązkiem jest zapoznanie prefektów ze swoimi obowiązkami na trasie ekspresem do Hogwartu w wagonie przeznaczonym dla prefektów.
- Słuchajcie, muszę iść - oznajmiła przyjaciołom. - Obowiązki wzywają.
- Wracaj szybko - rzuciła Ginny. 
   Hermiona posłała im uśmiech i wyszła z przedziału. Skierowała się w stronę wagonu prefektów. Bardzo ciekawiło ją, kto będzie pełnił wraz z nią jej funkcję. Prefektów naczelnych było tylko dwóch, zazwyczaj chłopiec z dziewczyną, oboje z różnych domów. Była niemal pewna, że okaże się nim jakiś bystry Krukon i wcale nie miałaby do tego żadnych obiekcji. Zwykłych prefektów było natomiast ośmioro, po dwóch z każdego domu. Jej zadaniem było wytłumaczenie im, co należy do ich obowiązków. Czuła się pewnie, ponieważ dwa lata temu sama sprawowała tę funkcję w szkolę.
   Weszła do przedziału. Jej oczom ukazały się cztery dziewczyny i czterech chłopców w wieku 15 lat. Wszyscy zwrócili ku niej swoje spojrzenia.
- Witajcie. Mam na imię Hermiona, jestem z Gryffindoru i obejmuję stanowisko prefekta naczelnego w Hogwarcie. Powinna być tu jeszcze jedna osoba, pełniąca tę samą funkcję, ale widzę, że się spóźni, albo nie przyjdzie w ogóle. - posłała im wszystkim piękny uśmiech. - Przyszłam tu po to, żeby wyjaśnić wam, na czym polega bycie prefektem domu. Ale najpierw, może szybko mi się przedstawicie?
   Pierwsza odezwała się para siedząca przy oknie. 
- Jestem Laura Madley - powiedziała dziewczyna z krótkimi, rudymi włosami, piegami na twarzy i dużymi, brązowymi oczami. - A to mój kolega, Johny Grevels. - wskazała kciukiem na wysokiego bruneta z roześmianymi oczami.
- Jesteśmy Puchonami. - dodał Johny.
  Hermiona kiwnęła im głową i spojrzała na następną dwójkę z oczekiwaniem.
- Mam na imię Thomas, ale zwą mnie Kudłacz - odezwał się chłopiec. Nikomu raczej nie trzeba było tłumaczyć powodu tej ksywki. Na jego głowie spoczywało pokaźnych rozmiarów afro. Chłopiec był czarnoskóry. Gdy się uśmiechał, na jego policzkach ukazywały się dołeczki.
- Ja jestem Amelia Rosemarry. Jesteśmy z Ravenclawu.
   Hermiona powtórzyła ruch głowy i przeniosła wzrok na niskiego chłopaka o ciemnych blond włosach, które nieco się kręciły. Kojarzyła go z poprzednich lat nauki. Z pewnością należał do Gryffindoru, podobnie jak pulchna dziewczyna siedząca obok niego.
- Nigel Wolpert - oznajmił rzeczowo chłopiec i puścił Hermionie oczko. - A to..
- Nina Eastwood. Gryffindor - wcięła mu się w zdanie.
- Tak, pamiętam was - panna Granger posłała im lekki uśmiech. - A więc, wy jesteście ze Slytherinu - powiedziała do dwóch osób o czarnych włosach. Dziewczynie towarzyszył lekki uśmiech, za to chłopak zachował kamienną twarz.
- Trevor Jackson i Sonja Reliple - powiedział chłopak i nikt nic nie dodał.
- W porządku- Hermiona usiadła na wolnym miejscu. - Stanowisko prefekta to dość odpowiedzialna sprawa.
- Tak jak naczelnego? - spytał ironicznie Trevor. 
- Nieco mniej, ale owszem - odpowiedziała szorstko Gryfonka.
- Właśnie widać jakie to odpowiedzialne i ważne. Drugi naczelny nawet nie raczył się zjawić - odparowała Sonja.
   Hermiona zawahała się. Czuła się zażenowana nieobecnością drugiego prefekta.
- Cóż... Jestem pewna, że zatrzymało go coś ważnego. Przejdźmy do omawiania waszych praw i obowiązków.



***


   Draco siedział w przedziale z Zabinim, Adrianem Pucey'em i Dafne Greengrass. Mało rozmawiali. Żadne z nich nie przejawiało do tego większej chęci. Po prostu siedzieli. Blondyn kontemplował widok za oknem. I rozmyślał.
   Czy to dobry pomysł, żeby wracał? "Oczywiście, że nie, kretynie" - odpowiadał sobie w duchu. Hogwart już nie będzie dla niego przyjaznym miejscem. Owszem, wszyscy zapewniają, że teraz wszystko będzie w porządku. Po wojnie, ludzie przestali oceniać innych po statusie krwi czy pochodzeniu. Czy w to wierzył? Może odrobinę.
   Ale czy sam będzie w stanie wyprzeć się przekonaniom, które wpajane mu były przez całe jego życie? Czy on w ogóle tego chciał? Czy chciał się zmienić i nie dbać o czystość krwi osób, z którymi się zadaje?
   Tak. Nie. Może.
   Nie widział już sensu w takim postępowaniu, aczkolwiek starych nawyków i przekonań niełatwo będzie się pozbyć. Owszem, teraz, gdy Voldemorta już nie było, czysty rodowód nie miał znaczenia i Draco był tego świadom. 
   Jak będą traktować go inni? Oczywiście pomijając kolegów z domu. Wiedział, że o ich dobre traktowanie nie musiał się starać. Zawsze miał u nich szacunek. Nawet wtedy, gdy wcale mu na nim nie zależało.
   Ale uczniowie reszty domów? Nauczyciele? Co oni powiedzą na byłego śmierciożercę?
   Malfoy żałował swojej przeszłości, aczkolwiek nie chciał się nad nią użalać. Jego błędy były jego odpowiedzialnością i winą. Nie winił za nie nawet ojca. Miał wystarczająco rozumu, żeby samemu o sobie decydować. Mógł odciąć się od rodziny i Czarnego Pana. Mógł to zrobić. Ale zabrakło mu odwagi. Wolał życie w ciągłej niepewności i obawie, że Voldermort upadnie i cała jego rodzina, łącznie z nim, trafi za kraty Azkabanu, niż ucieczkę i z pewnością wydziedziczenie z rodu Malfoyów i kompletne odcięcie od jakichkolwiek środków pieniężnych. Wolał ślepo wykonywać rozkazy ojca i Czarnego Pana. Wolał wykańczać się psychicznie i fizycznie. Wolał nie opuszczać grona śmierciożerców.
   Pluł sobie teraz w twarz, jaki był głupi. Z rozmyślań wyrwał go głos Blaise'a.
- Chcesz? - zapytał wyciągając do niego dłoń z paczką żelków.
   Blondyn pokręcił przecząco głową. Nie był głodny, mimo że zjadł dzisiaj tylko małe śniadanie i wypił kawę w domu.
- Oj Dracusiu. Zmizerniałeś przez ostatnie miesiące. Sama skóra i kości. Dobry wujaszek Blaise musi cię trochę podtuczyć. No już, bierz żelka!
   Malfoy posłał mu mordercze spojrzenie. Oczywiście Zabini drwił sobie z niego. W rzeczywistości blondyn był świetnie zbudowany. Wysoki, szczupły i umięśniony. 
- Wsadź sobie tego żelka Blaise - powiedział.
- Może jak będziemy sami - czarnoskóry posłał mu oczko. Wszyscy w wagonie zachichotali.
- Draco, czy ty nie masz przypadkiem jakichś obowiązków w związku z tą śliczną odznaką prefekcika naczelnego? - zapytała Astoria.
   Malfoy zastanowił się chwilę. I wtedy do niego dotarło. Spojrzał szybko na zegarek - było dwadzieścia pięć po trzynastej.
- Kurwa! - zerwał się z miejsca.
   Wybiegając z przedziału, usłyszał jeszcze śmiech przyjaciół za plecami. Ruszył truchtem w stronę wagonu prefektów. Był spóźniony prawie pół godziny na spotkanie z piątoklasistami. Świetnie. Już pierwszego dnia musi coś spieprzyć. Pewnie dostanie baty od drugiego prefekta naczelnego, a może od samej pani dyrektor, jeśli dowie się ona o tym małym incydencie.
   Podchodził już do drzwi przedziału, gdy te nagle się otworzyły. I pojawiła się w nich ona. 
   Jego odwieczny wróg. Osoba, z którą odbył najwięcej sprzeczek w całym swoim życiu. Osoba, w której stronę poleciało najwięcej obelg z jego ust. Osoba, którą gardził. Której kiedyś życzył jak najgorzej. Którą torturowano w jego własnym domu. Stała przed nim.
   Hermiona Granger.
   Ubrana była w zwykłe czarne dżinsy i granatowy sweter, do którego przyczepiona była odznaka prefekta naczelnego. W kieszeni spodni spoczywała różdżka. Włosy miała luźno rozpuszczone.
   Gdy podniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały, zbladła. Jej miodowe oczy otworzyły się szeroko. Dostrzegł w nich szok i... przestrach? Zauważył, że prawą dłonią objęła lewe przedramię.
   Sam Draco poczuł, że drętwieje. Nie spodziewał się jej tu. Jaki był głupi! Przecież to największa kujonka w Anglii. Nie mogła ominąć siódmej klasy. Oczywistym był również fakt, że jako najlepsza uczennica, dostanie odznakę prefekta naczelnego. "Malfoy, ty kretynie" - zganił się w myślach.
- Malfoy - powiedziała lekko zachrypniętym głosem. 
- Granger - odparł cicho.
   Odchrząknęła,wyprostowała się i spojrzała mu dumnie w oczy. 
- Następnym razem, postaraj się przyjść na początek spotkania, a nie jego koniec.
   Po tych słowach ruszyła przed siebie. Minęła go, nie zaszczycając go więcej spojrzeniem.
- Postaram się - powiedział, kiedy była już w połowie korytarza, więc nie był pewien czy go usłyszała.
   Nie widział sensu w zapoznawaniu się z nowymi prefektami szkoły. I tak nic go nie obchodzili. Postanowił więc wrócić do przyjaciół Ślizgonów.
   "Cholera jasna" - pomyślał. Hermiona Granger pełniąca z nim funkcję prefektów naczelnych. Miał złe przeczucia. 




***


   Wpadła do przedziału, ciężko dysząc. Jej serce biło zdecydowanie za szybko. Przyjaciele spojrzeli na nią skonfundowani.
- Herma, coś się stało? - zapytała zatroskana Ginny.
   Kasztanowłosa nie odpowiedziała. Przecisnęła się między nimi i usiadła na swoje miejsce przy oknie. Spojrzała na swoje dłonie. Trzęsły się.
- Miona! Co z tobą? - zniecierpliwił się Ron.
   Hermiona spojrzała na nich i przekazała im informację:
- Draco Malfoy został drugim prefektem naczelnym.
   Każde z nim wybałuszyło na nią oczy.
- Co takiego?! - krzyknął Potter. - To on wrócił do Hogwartu? Ale dlaczego? Po co? 
- Przecież nie ukończył nauki - przypomniała im Luna. 
- To prawda - przytaknęła Hermiona i westchnęła ciężko. - No nic. Jakoś to będzie.
- Poradzisz sobie Hermiona - Neville posłał jej nieśmiały uśmiech.
- Cholera jasna - skwitował wszystko Ron.
   Hermiona udawała spokojną i opanowaną. Ale tak naprawdę, była bardzo przejęta. Że też musiał to być ten cholerny, arystokratyczny dupek.
   Gryfonka miała wiele okropnych wspomnień związanych z jego osobą. To on pierwszy nazwał ją szlamą, a potem obrażał przez sześć lat nauki. To w dworze jego rodziny, była torturowana przez jego ciotkę, Bellatrix. To przez nią ma teraz bliznę na lewym przedramieniu z napisem mudblood*. Za każdym razem, jak na nią patrzy, przypomina jej się wieczór, w którym przebywali w posiadłości Malfoy'ów, gdy ich schwytano i próbowano wydać w ręce Voldemorta.
   Znów westchnęła, żeby nieco się opanować. Zaczęła powtarzać sobie w duchu, że nie ma czym się przejmować, że wszystko będzie dobrze. Malfoy nie mógł przecież nic jej zrobić. Jest dużą dziewczynką i poradzi sobie z tą tchórzofretką.









~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest rozdział 3! Przyznam, że jestem z niego całkiem zadowolona.
Jak zawsze, przepraszam za błędy. Jeśli to widzisz i czytasz - proszę zostaw komentarz!
Uściski,
Zaczytanna


*szlama - (ang. mudblood) jako, że akcja rozgrywa się w ojczystym kraju naszych bohaterów, czyli Anglii, chciałam użyć tego określenia w ich języku.



Komentarze

  1. Hej :) przepraszam za spam, ale jeżeli interesuje cię tematyka Drarry, to zapraszam na mojego bloga, dopiero zaczynam :)
    https://drarry-unreachable.blogspot.com/
    miłego dnia!♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, wrócisz tu jeszcze? Chętnie przeczytałabym jak rozwinie się ta historia. Jeśli coś nowego wrzucisz to odezwij się proszę na moim blogu.

    Pozdrawiam serdecznie :D


    kochacizyc-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz