Przejdź do głównej zawartości
ROZDZIAŁ 4


   Dotarli do Hogsmeade późnym wieczorem. Resztę podróży Hermiona spędziła w ciszy, obojętna na zaczepki przyjaciół. Obraz  wieloletniego wroga stojącego na korytarzu wagonu nie opuszczał jej umysłu.
   Zmienił się nieco wyglądem. Podczas tej krótkiej chwili konfrontacji zdołała dostrzec, że trochę urósł, a jego sylwetka stała się nieco bardziej masywna i umięśniona. Mimo wyraźnie dobrej kondycji fizycznej, jego twarz wyrażała wyczerpanie. Oczywiście zawsze miał bladą cerę, ale teraz jego skóra zmieniła się jakby w kartkę papieru. Pod oczami widniały wyraźne worki zmęczenia czy niewyspania. Z jego spojrzenia bił chłód jeszcze zanim zorientował się, że patrzy na Hermionę.
- Miona, na pewno dobrze się czujesz? – zapytała zatroskana Ginny, która zauważyła duchową nieobecność przyjaciółki.
- Tak, tak. Wszystko w porządku.
   Co on właściwie robi w Hogwarcie? Co nim do cholery kierowało, kiedy podjął decyzję o powrocie? Czy nie wie, jak ludzie go odbiorą po tym, co się wydarzyło w Hogwarcie? Myśli, że ludzie zapomnieli o jego mrocznej stronie? Że wszystko ujdzie mu na sucho jak gdyby nigdy nic, tylko dlatego, bo jest synem arystokratycznego, bogatego czarodzieja - który swoją drogą jest przestępcą przebywającym za murami Azkabanu?
   Granger nie była w stanie uwierzyć, że Malfoy wrócił do szkoły, ponieważ chciał się dokształcić. Że nie zważał na ryzyko, na które sam się wystawia. Coś musiało za tym stać. I jeszcze na dodatek zostaje prefektem naczelnym – od tak!
   Hermiona czuła oburzenie w związku z przydzieloną mu funkcją. Miała ochotę pójść do profesor McGonagall  i wyrzucić jej swoje żale w twarz: HALO TEN CHŁOPAK TO BYŁY ŚMIERCIOŻERCA. NIE ROZUMIE PANI, ŻE KTOŚ Z JEGO REPUTACJĄ NIE POWINIEN REPREZENTOWAĆ SZKOŁY? TO NIE WRÓŻY NICZEGO DOBREGO. JUŻ PIERWSZEGO DNIA SPÓŹNIŁ SIĘ NA SPOTKANIE Z PREFEKTAMI DOMÓW. KARYGODNE I NIEODPOWIEDZIALNE ZACHOWANIE. OBAWIAM SIĘ , ŻE TAK MOŻE WYGLĄDAĆ CAŁY ROK.
   Ale zaraz potem usłyszała w głowie surowy głos dyrektorki szkoły: „Panno Granger, nie sądzi chyba pani, że nie umiem zadecydować kto powinien, a kto nie powinien reprezentować mojej szkoły? Zalecam nie zaprzątanie sobie głowy sprawami, które do pani obowiązków nie należą.” I Hermiona nie mogłaby ukryć, że profesor McGonagall miałaby rację.
- Pomogę ci z tym – powiedział Ron, kiedy próbowała uporać się ze swoim kufrem i zdjąć go z półki. Ekspres właśnie zatrzymał się na stacji i pora była wysiadać.
- O dzięki – posłała mu wdzięczne spojrzenie.
   Na tę chwilę postanowiła przestać rozmyślać o arystokratycznym dupku i cieszyć się z powrotu do drugiego domu. Umierała z głodu i ślinka jej ciekła na samą myśl o uczcie w Wielkiej Sali.

***

- Halo Smoku! Wysiadka. – Zabini poklepał go lekko po policzku.
   Malfoy prawie całą pozostałą drogę do wioski Hogsmeade udawał, że śpi. Zapewniło mu to spokój od znajomych i czas na bitwy z własnymi myślami.
   Odkąd spotkał Granger w pustym korytarzu pociągu, nie mógł pozbyć się jej osoby z głowy. Zastanawiał się, co ona sobie teraz myśli. Co sądzi o jego powrocie do szkoły? Jaki będzie miała do niego stosunek? Jak będzie wyglądać ich przyszła konwersacja, która była nieunikniona biorąc pod uwagę pełnione przez nich funkcje? Czy wytrzymają ze sobą calutkie dziesięć miesięcy w murach zamku? Kto pierwszy rzuci na drugiego jakąś paskudną klątwę? Kto zabije kogo?
   I właściwie od kiedy on, Draco Malfoy, przejmował się jakaś nijaką Gryfonką?
   Właściwie jakby mógł, to wolałby nie znaleźć nigdy odpowiedzi na te pytania. Cholerny Hogwart. Cholerna Narcyza. Czy nie mógłby po postu nie ukończyć edukacji? Czy to naprawdę aż taki wielki problem na brodę Merlina?
   Z racjonalnego punktu widzenia wiedział, że powrót do Hogwartu to dobra rzecz. Że zagwarantuje mu to choć trochę stabilniejszą przyszłość. Był świadom, że jego matka chce dla niego jak najlepiej, zmuszając go do powrotu. Ale dlaczego nie mogła zrozumieć niechęci Dracona? Od bardzo dawna nie dał jej tak wyraźnie czegoś do zrozumienia. Otworzył się i przyznał do wszelkich obaw. A ona to zignorowała.
   I ta cholerna Granger. Zastanawiał się nad jej reakcją, gdy go zobaczyła. W jej oczach niezaprzeczalnie pojawił się szok, a następnie coś na kształt strachu. Czy Hermiona Granger się go bała? Czy to możliwe? W końcu to nieustraszona przyjaciółeczka słynnego Harry’ego Pottera, z którym wspólnie uratowali świat.
   Wtedy przypomniał sobie jak złapała się za lewe przedramię. Doskonale wiedział dlaczego. Pamiętał ze szczegółami ten paskudny dzień, w którym razem z Potterem i Ronem trafiła do Malfoy Manor. Pamiętał jak jego świętej pamięci ciotka, Bellatiks, torturowała Hermionę chcąc wydobyć z niej informacje. Pamiętał, co Lestrange napisała na ręce dziewczyny, na zawsze oszpecając ją blizną. I pamiętał doskonale chwilę swojej słabości w tamtym dniu - kiedy bez walki dał się obezwładnić Potterowi.
   Lekki, wymierzony przez Bleise’a policzek go oprzytomnił. Poczuł, że głowa zaczyna go boleć od natłoku myśli. Musiał trochę wyluzować.
- Jeszcze raz mnie klepnij Zabini, a pożałujesz, że się urodziłeś.
   Na twarzy jego przyjaciela pojawił się sardoniczny uśmieszek.
- OOOJ JUŻ SIĘ BOJĘ DRACUSIU.
- Ty gnojku jeden – Malfoy zaczął zmierzać w kierunku Zabiniego podwijając rękawy, by wymierzyć mu porządnego kuksańca. Chłopcy zaczęli się w żartach przepychać i bić, co reszta ślizgońskiego towarzystwa przyjęła z uśmiechem na ustach.
- Witajcie z powrotem w Hogwarcie – rzekła z promiennym uśmiechem Dafne Greengrass.


***


   Wielka Sala wyglądała niesamowicie. Cztery ogromne stoły przyszykowane, by powitać setki uczniów. Nad każdym stołem wywieszona flaga jednego z domów. Sklepienie jak zawsze obrazowało faktyczną pogodę za oknem, więc uczniowie mogli podziwiać rozgwieżdżone niebo. Pod sklepieniem, oczywiście, dziesiątki latających świec. Na końcu Sali spoczywał długi stół nauczycielski. Hermiona dostrzegła stare jak i nowe twarze. Radość promieniała w jej sercu i na twarzy.
   Kiedy wszyscy już zajęli swoje miejsca, zaczęło się przydzielanie nowych uczniów do domów. Wszystko szło sprawnie, a każdego nowego ucznia czekały brawa po otrzymaniu przynależności. Hermiona przypomniała sobie dzień, w którym ona sama była na miejscu tych pierwszoroczniaków. Uśmiechnęła się na to wspomnienie.
- Knut za twoje myśli – powiedział do niej Harry uśmiechając się zawadiacko.
- Przypomniało mi się, kiedy to my dostawaliśmy przydział do domów. Pamiętacie ten stres i radość, kiedy trafiliśmy do Gryffindoru?
- Taaa pamiętam, że o mało się wtedy nie posikałem ze strachu – rzekł Ron wpatrzony w swoją szklankę. – To była ciężka noc.
- Też nie mam z tym najlepszych wspomnień – przypomniał sobie Harry. – Tiara za długo sobie ze mną igrała.
- To prawda. Dało się odczuć to napięcie – Hermiona chciała dopowiedzieć coś jeszcze, ale wtedy Tiara przydzieliła ostatniego chłopca do Ravenclawu i zaczęła swą pieśń.
   Pieśń była cudowna. Mówiła o równości w świecie czarodziejów. Mówiła o zdradzie i przebaczaniu. Oddała hołd poległym w bitwie.  Wspomniała, że przeszłość trzeba mieć na uwadze, ale nie można nią żyć. Czas ruszyć dalej. Mówiła, żeby walczyć o lepszy stan rzeczy. By wspierać się nawzajem i pomagać. By nie szukać na siłę wrogów. Czarodzieje muszą starać się odbudować świat no nowo. Na lepsze.
   W trakcie trwania pieśni Hermiona rozejrzała się po pomieszczeniu. Znów ujrzała tyle znajomych twarzy. Ale jednocześnie odczuła brak niektórych z nich. Zauważyła nieobecność Colina Creeveya przy stole Gryfonów. Przy stole Hufflepuffu i Ravenclawu równeż brakowało znanych jej osób. Oczywiście nie każda z nich umarła. Część po prostu postanowiła nie wracać do Hogwartu.
  Wtedy jej wzrok powędrował do stołu Ślizgonów. Siedział tam, jak gdyby nigdy nic. Słuchał śpiewu tiary i wpatrywał się w swój pusty talerz. Na jego twarzy zauważyła napięcie. Miała wrażenie, że chłopak ma ochotę wstać i wyjść. Albo po prostu zniknąć. Co chwilę patrzył spod byka na prawo i lewo. Wtem przejechał nerwowo ręką po włosach i podniósł wzrok. Ich spojrzenia się spotkały. Trwało to tylko parę sekund, ale intensywność jego spojrzenia niemal przyśpieszyła bicie jej serca. Cholerny Malfoy. O co mu chodzi?
   Wtedy rozległy się gromkie brawa uczniów. Tiara skończyła pieśń, a profesor McGonagall wstała ze swojego miejsca.
- Witajcie kochani! Jestem niezmiernie szczęśliwa widząc wasze twarze. Te, które już znam, jak i te nowe. Żywię nadzieję, że ten rok przyniesie coś wspaniałego każdemu z was. Wiem, że za nami ciężki okres. Przyszłość też nie będzie lekka – nikt nam tego przecież nie obiecał, prawda? Ale jesteśmy tu razem. Wszyscy. I naszym najważniejszym zadaniem jako wspólnoty, jest wspieranie się nawzajem. Chcę, żebyśmy zapomnieli o dawnych urazach. Chcę, żebyśmy zaczęli wszystko od nowa, zaczęli nowy rozdział w naszym życiu. Mam również nadzieję, że podołam na moim stanowisku dyrektorki. Jestem świadoma, że nikt nigdy nie zastąpi godnie profesora Dumbledora, ale wiedzcie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by Hogwart był dla was domem. A teraz, łapcie już za widelce i noże!
   I stoły napełniły się najróżniejszymi pysznościami.





Podobny obraz




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Powrót? :)
Zaczytanna


Komentarze

  1. O ja Cię :D Musiałam przeczytać wszystko od nowa bo już zapomniałam o czym to było haha :) Akcja rozgrywa się powoli, ale to dobrze :) Masz fajny styl pisania, taki dość prosty ale do mnie przemawia. Co do błędów to nic mi się w oczy nie rzuciło, jednak w tym temacie nie można na mnie polegać bo czytając zwracam całą swoją uwagę na treść. Cóż tu więcej pisać... Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i mam ogromną nadzieję, że szybko się doczekam :D

    Pozdrawiam ciepło,
    Dagie

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadal czekam na następną część... :( Jesteś tutaj jeszcze?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz